poniedziałek, 28 grudnia 2015

PROLOG

Księżyc. Piękno, którego nie dostrzegałam. Nie przyglądałam się jemu chociaż powinnam. Postrzegałam je jako pułapkę, która co miesiąc więziła mnie w swych sidłach. Nienawidziłam go za to jakiego potwora ze mnie czynił. Czułam się jak jego niewolnik. A tymczasem adorował mnie. Powoli ukazywał swą prawdziwą powłokę, którą dostrzegłam dopiero teraz. Podczas każdej pełni siedzę na swym łóżku i studiuję jego odcienie bieli i szarości. Zauroczona jego wdziękiem, uśmiecham się delikatnie pod nosem. Przez swoje barwy wydaje się jakby przynosił jedynie znienawidzony chłód. Tymczasem jest on cieplejszy niż słońce. Daje mi poczucie bezpieczeństwa, gdy swym blaskiem rozświetla ciemne i mroczne niebo. Przynosi upragnioną ulgę, a ja wyję wyznając mu miłość. Natomiast czym ona jest? Co oznacza? Jedna wielka niewiadoma, która czekała na swe odkrycie. 
W końcu księżyc zamieniał się swym miejscem ze słońcem i kolejna pełnia minęła spokojnie.
   - Powinnyśmy już wracać do domu. - powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
   - Chciałabym, aby pełnie znowu płynęły tak wolno jak kiedyś.
   - Daj spokój Maddie. Jestem wyczerpana tym bieganiem po mieście. - powiedziała zdyszana Malia.
Wraz z Maddie spojrzałyśmy się na Malię i zaśmiałyśmy się. Chwilę później pobiegłyśmy do swoich domów się odświeżyć.

***
Po szybkim prysznicu i wysuszeniu, założyłam czystą bieliznę, jasne, dżinsowe rurki z lekkimi przetarciami, luźną, bordową bokserkę, biały sweter oraz białe trampki przed kostkę. Następnie zrobiłam delikatny makijaż i uczesałam włosy w koka. Później wyszłam z łazienki, złapałam swój plecak, wpakowałam do niego kilka książek z zeszytami i czym prędzej zbiegłam na dół do kuchni. Ujrzałam tam Harriet przygotowującą śniadanie. Stanęłam wpatrzona w nią z uśmiechem na twarzy. 
   - Dobrze, że już jesteś. - spojrzała się na mnie pogodnie. - Wszystko w porządku?
   - Tak. Tylko, gdy tak na ciebie patrzę to widzę jak bardzo jesteś podobna do mamy.
   - Chyba wiele po niej odziedziczyłam.
   - Więcej niż myślisz. - powiedziawszy to usiadłam do stołu.

***
Po zjedzonym śniadaniu obydwie wyszłyśmy z domu i pojechałyśmy samochodem do szkoły.
   - Cynthia, dzisiaj wrócę później do domu, więc nie czekaj na mnie z obiadem. 
   - Czemu? - zapytałam zdziwiona.
   - Idę z Leo na mały spacer. - powiedziawszy to weszłyśmy do budynku.
Niezadowolona i z małym grymasem na twarzy podeszłam do swojej szafki. Nagle poczułam silne ramiona obejmujące mnie od tyłu i czuły pocałunek na policzku.
   - Jaki Romeo. - odwróciłam się na pięcie i pocałowałam Dylana w usta.
   - Ktoś w tym związku musi być czuły.
Warknęłam złośliwe i oboje się zaśmieliśmy, po czym ruszyliśmy w stronę klasy.
   - A jak Harriet zareagowała na tą całą wiadomość o dziedzictwie?
Nie mówiąc nic zignorowałam pytanie.
   - Jeszcze jej nie powiedziałaś? Cynthia, musisz to w końcu zrobić.
   - Dylan, przekazanie wieści własnej siostrze, że ma zostać masowym mordercą istot nadnaturalnych jak nasza matka nie jest wcale takie łatwe jakby mogło się wydawać. - odpowiedziałam z sarkazmem. 
   - Wiesz, że jeśli nie ty to Oliver to zrobi. A jestem całkiem pewny, że o wiele lepiej będzie, gdy Harriet usłyszy to od ciebie, a nie od niego.
Zdenerwowana weszłam do sali i usiadłam w swojej ławce, a tuż za mną Dylan.
   - Jutro są jej urodziny i nie chcę jej ich psuć, więc pozwól, że przekażę jej te całe pudełko mamy pojutrze. - odwróciłam się do niego.
   - W porządku, ale wiedz, że im dłużej będziesz to przed nią ukrywała tym będzie coraz gorzej.

   - Wiem. - powiedziawszy to odwróciłam się w stronę tablicy i wypakowałam książkę wraz z zeszytem od historii.

***
Tuż po zakończeniu wszystkich lekcji poszłam na parking do swojego samochodu, przy którym stała zniecierpliwiona Vicky. Zdziwiona jej widokiem, zwolniłam tempo.
   - Czego chcesz? - zapytałam otwierając drzwi od strony kierowcy.
   - Stęskniłam się za groźnym pieskiem. - odparła z uśmiechem na twarzy, 
   - Nie potrzebuję druida, Mam już swojego, ale dzięki za troskę. 
Dostrzegłam szok w jej oczach.
   - Jestem alfą. Wyczuwam to. - puściłam do niej oczko.
   - Ty masz druida, ale Maddie nie.
Spojrzałam na nią zaintrygowana.
   - Ja i Maddie jesteśmy połączone.
   - Nie mam na to czasu, - powiedziawszy to wsiadłam do auta i czym prędzej odjechałam.
Podczas jazdy zastanawiałam się nad słowami Vicky. Wiele pytań kłębiło się w mojej głowie. Osobą, która najwięcej wiedziała o druidach był mój tata. Zmierzając do domu miałam nadzieję, że go tam zastanę.
Dwadzieścia minut później dotarłam na miejsce. Nie zwlekając dłużej, wbiegłam do środka.
   - Tato! - krzyknęłam.
   - Oh, witaj słoneczko. - uśmiechnął się do mnie pogodnie szykując się do wyjścia.
   - Tato musimy koniecznie porozmawiać.
   - Dobrze. Zrobimy to wieczorem jak tylko wrócę z pracy. Teraz się strasznie śpieszę.
Stanęłam tuż przed drzwiami blokując mu wyjście.
   - To jest naprawdę ważne. Chodzi o Vicky i Maddie.
Spojrzał na mnie poirytowany.
   - Tylko streszczaj się.
   - Vicky od niedawna jest druidem i dzisiaj powiedziała mi, że jest połączona z Madeline. Co to oznacza?
   - To, że Vicky dołączy do twojego stada. Gdy ktoś zostanie druidem, od razu wyczuwa wilkołaka, którego ma strzec i któremu ma pomagać. Dwie, bardzo często zupełnie obce sobie osoby zostają połączone więzią, którą może zerwać tylko śmierć. Wiem, że twoje relacje z Vicky są skomplikowane, ale musisz ją dopuścić do Maddie. Wilkołak przeżyje bez druida, ale druid bez wilkołaka nie. Zostanie ona zabita przez myśliwych, ponieważ moc, którą posiada może wykorzystać do siania chaosu, lecz nie, gdy jest sprzymierzona z wilkołakiem. Czy teraz mogę już pójść do pracy?
Zszokowana dawką nowych informacji poszłam do salonu i usiadłam na kanapie. Ślepo wpatrzona przed siebie powtarzałam w głowie słowa taty. Nie chciałam dopuścić myśli, że Vicky wejdzie do naszego stada. Jednakże wiedziałam również, że nie ma innego wyjścia. 
   - Cynthia! 
Z rozmyślań wyrwał mnie nagły krzyk Malii. Spojrzałam na nią rozkojarzona.
   - Wołam cię od kilku minut, a ty w ogóle nie reagujesz. Co się stało? - usiadła obok mnie. 
   - Właśnie dowiedziałam się, że Vicky jest druidem Maddie.
   - Co? Jak to? 
Wzięłam głęboki wdech, aby się uspokoić.
   - Albo dołączy do naszego stada albo Sylvia Minth zabije ją.
   - Co zamierzasz teraz zrobić?
   - Powiedzieć o wszystkim Maddie.
   - Ale wtedy ...
   - Tak, wiem. - przerwałam jej.
Wiedziałam, że będę musiała ujawnić Madeline całą prawdę, która nigdy nie miała ujrzeć światła dziennego. Nie zwlekając ani chwili dłużej, zadzwoniłam po nią. W międzyczasie próbowałam się przygotować do ciężkiej rozmowy, jednakże byłam tylko coraz bardziej zestresowana. 
Po dłuższym czasie do domu wbiegła zdenerwowana Madeline. 
   - O co chodzi? - zapytała zdyszana.
   - Muszę ci o czymś powiedzieć.
Weszła zmieszana do salonu i usiadła naprzeciwko mnie w fotelu. 
   - Nie jestem pewna czy wiesz, lecz każdy wilkołak ma swojego druida, czyli osobę o nadnaturalnych zdolnościach, która czerpie swoją siłę z natury. Druidzi chronią nas i pomagają nam. Łączy nas specjalna więź, która może zostać przerwana tylko i wyłącznie poprzez śmierć. Moim druidem jest mój tata ...
   - A co z moim? - przerwała mi.
   - Odnalazłam go, a raczej on ciebie. Jest nim Vicky Ross.
Nagle na twarzy dziewczyny pojawił się grymas niezadowolenia. 
   - Żartujesz? Moim druidem jest najwredniejsza osoba w szkole?
   - Nie musisz się na to zgadzać, lecz wtedy zabiją ją myśliwi, aby nie mogła doprowadzić do chaosu. 
Dostrzegłam jak Maddie zaczęła zaciskać pięści ze zdenerwowania. Czułam narastający w niej gniew.
   - Myślę, że powinnaś wiedzieć o czymś jeszcze. Ja i Vicky byłyśmy kiedyś przyjaciółkami. Wszystko układało się dobrze do dnia moich dziewiątych urodzin. Wraz z Harriet i Vicky biegałyśmy po parku Crofton i łapałyśmy motyle. Był jeden przepiękny motyl ze skrzydełkami o niebieskich barwach. Usiadł na palcu Vicky, a ona była nim zachwycona. Wtedy podbiegła Harriet i złapała go do słoika. Niestety zabiła go przekręcając wieczko zanim zdążył wlecieć do środka. Vicky była wściekła i jednym tupnięciem sprawiła, że ziemia się zatrzęsła i zaczęła wciągać moją siostrę. Krzyczałam, aby przestała, ale nie potrafiła. Chwilę później przybiegli nasi ojcowie i wszystko zatrzymali. Uśpili w niej tą moc, która niedawno się uaktywniła. Od tamtego dnia przestałyśmy się przyjaźnić. Nie potrafiłam jej wybaczyć tego co zrobiła. Właściwie to nadal nie potrafię...
   - Cynthia, ja nie mogę jej tak po prostu przyjąć. Nie po tym wszystkim.
   - Teraz jej życie zależy od ciebie.
Widziałam w jej oczach strach przed nowym druidem. Obawiała się jak to na nas wpłynie, a szczególnie na mnie. Jednakże mimo to wiedziała jaką decyzję musi podjąć.
   - W porządku.
   - Spotkajmy się wszyscy w twoim starym domu za piętnaście minut. Wraz z Malią zwołajcie ich, a ja pójdę po Vicky. - powiedziawszy to wyszłyśmy.
Idąc do domu obok zamieszkałego przez Vicky, starałam się być spokojna. Stanęłam przed drzwiami wejściowymi i delikatnie w nie zapukałam. Otworzył je jej tata, który wiedział po co przyszłam, więc od razu zawołał córkę. Chwilę później ujrzałam ją gotową do wyjścia z uśmiechem na twarzy. Nie zwlekając ani chwili dłużej, ruszyłam w stronę samochodu, a tuż za mną Vicky.
   - Wiedziałam, że przyjdziesz. Ktoś tak dobry jak ty nie pozwoliłby mi umrzeć.
   - Podziękuj Maddie.
Piętnaście minut później byłyśmy w ustalonym miejscu. Gdy weszłyśmy do środka wszyscy czekali już w salonie zniecierpliwieni. 
   - Nie przedłużając, mam wam do przekazania ważną wiadomość, a mianowicie to Vicky dołącza do naszego stada. Od dzisiaj jest jedną z nas, a tak właściwie to jest druidem Maddie. Gdybym jej nie przyjęła, to zabiłaby ją Sylvia Minth.
   - Nie miałbym nic przeciwko gdyby ją zabiła! - krzyknął Thomas.
   - Ta decyzja nie podlega zmianie. - powiedziałam wściekła.
W pomieszczeniu zapadła grobowa cisza, a wszystkie wrogie spojrzenia były skierowane na Vicky. Na wielu twarzach była wypisana żądza mordu.
   - Mam nadzieję, że obronisz mnie przed nimi. - wyszeptała mi do ucha przestraszona dziewczyna.
   - Na to nie licz. - odpowiedziałam z pogardą. - Myślę, że Maddie i Vicky powinny zostać same. - powiedziawszy to poszłam na górę, a za mną cała reszta. 
   - Słuchajcie, mi również się to nie podoba, ale nie możemy nic na to poradzić.
   - Głosy nie mówią o niej nic pozytywnego. - powiedział Willy.
   - Wyczuwam od niej mroczną aurę Cynthia.
Spojrzałam na Malię zdesperowanym wzrokiem. Miałam nadzieję, że chociaż ona mnie poprze. Wiedziałam, że moi przyjaciele nie przyjmą tej wiadomości z entuzjazmem, jednakże nie sądziłam, że będą chcieli wydać ją na pewną śmierć. Widziałam jak wielką nienawiścią do niej pałali. Jednakże dopóki była sprzysiężona z Maddie, miałam pewność, że nam nie zagraża.
   - Nie możemy jej wykluczyć. Jest w naszym stadzie, ale nie musimy jej lubić. I co prawda na razie nie jest dla nas zagrożeniem, ale dla pewności miejmy ją na oku. - powiedziałam łagodnie.
   - Nie potrzebujemy jej tutaj. - protestował Thomas.
Poirytowana jego zachowaniem, odciągnęłam go delikatnie na bok.
   - Kochasz Maddie, prawda?
   - Tak, ale co to ma wspólnego z Vicky?
   - Vicky jest jej druidem, czyli musi ją ochraniać. Jeśli dzięki niej twoja dziewczyna będzie bezpieczniejsza, to nie powinieneś mieć żadnych sprzeciwów, aby do nas dołączyła.
Zdenerwowany niewygodną sytuacją, spuścił wzrok na dół co oznaczało, że przystał na tą decyzję. Poklepałam go po ramieniu w akcie zrozumienia i odeszłam do Dylana.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz