sobota, 6 lutego 2016

2.Troska.

Nagle znalazłam się w dużym, pustym pomieszczeniu. Przed sobą zauważyłam zarys drobnej postaci. Powoli zaczęłam się zbliżać w jej kierunku próbując dostrzec kto to. Jednakże zanim zdążyłam podejść wystarczająco blisko, nieznajomy zaczął biec w moją stronę. Zdezorientowana zatrzymałam się. Chwilę później z cienia wyłoniła się Harriet z łukiem i strzałą wymierzoną w moją stronę. Zdziwiona spojrzałam na jej rozpromienioną twarz, która tętniła życiem. Jej oczy błyszczały z podniecenia i ekscytacji. W końcu wypuściła strzałę, która przebiła mój brzuch i odetchnęła z ulgą. 
   – Od tak dawna chciałam to zrobić. – powiedziała z szerokim uśmiechem na twarzy. 
   – Dlaczego?
  – Niszczysz całe moje życie, Cynthia. – wyjęła kolejną strzałę z kołczanu. – Pozwól więc, że zakończę swoją udrękę. – powiedziawszy to zaczęła wystrzeliwać we mnie kolejno strzały.
Oniemiałam. Wszystko krzyczało, żebym uciekała, ratowała się, lecz moje ciało ani drgnęło. Zszokowana całą sytuacją zesztywniałam. Czułam jak ostre groty przeszywają mnie, a krew tryska z mych ust. Dławiąc się nią upadłam na ziemię. Mimo to, nadal nie żałowałam swych wcześniejszych decyzji.
Wtedy obudziłam się ze łzami w oczach. Wystraszona usiadłam i otarłam je. Po kilku sekundach zorientowałam się iż był to tylko koszmar. Jednakże jego realizm sprawił, że moje ręce nadal drżały. Zaczęłam powoli i głęboko oddychać, aż się uspokoiłam. 
Przez następną godzinę pozostałam w łóżku rozmyślając o siostrze. Obawiałam się, że pewnego dnia, dzisiejszy koszmar stanie się rzeczywistością. Musiałam zrobić wszystko, aby Harriet przestała traktować mnie jak swojego wroga. Martwił mnie fakt, iż przy podejmowaniu decyzji, kierowała się ona emocjami, a nie rozsądkiem. Szybko mogła doprowadzić do własnej zguby. 
Chwilę później do pokoju weszła zaspana Malia i usiadła obok mnie na łóżku.
   – Jak się czujesz? – zapytała przecierając oczy.
   – Podle. Zawiodłam jako starsza siostra, 
  – Wcale nie. Zrobiłaś tylko to co uważałaś za słuszne. Nie ma w tym nic złego. – powiedziała pocieszająco.
Chciałam wierzyć w jej słowa, lecz nie potrafiłam. Chciałam tylko być jak najbliżej mojej młodszej siostry i czuwać nad nią, aby nikt nigdy nie mógł jej skrzywdzić. 
   – Jak ja o tym powiem tacie? Już jedną osobę przeze mnie stracił. – spuściłam wzrok na dół.
   – To co stało się twojej mamie, to nie twoja wina. - położyła dłoń na mym barku.
Spojrzałam na nią i delikatnie uśmiechnęłam. Nie tracąc więcej czasu na zadręczanie się, wstałam, wzięłam czyste ubrania z bielizną i poszłam do łazienki się przyszykować.
Gdy po około trzydziestu minutach wyszłam gotowa, ujrzałam czekającego na mnie Leo.
   – Co ty tu robisz? – zapytałam obojętnie.
   – Przyszedłem z tobą porozmawiać.
   – Nie powinieneś.
Spojrzał na mnie poirytowany.
   – Chcę wiedzieć co zamierzasz zrobić w związku z Harriet.
   – Na razie muszę pogadać o tym z tatą.
   – Cynthia, nie ma czasu na jakieś pogaduszki. – podniósł ton swego głosu.
Ignorując go, zaczęłam pakować zeszyty do plecaka.
   – Właśnie teraz ostatni myśliwy trenuje twoją siostrę.
Na tę wiadomość serce zabiło mi szybciej, a złość wzrosła. Wzięłam więc kilka głębokich oddechów i opanowałam swoje emocje.
   – W tym momencie nie jestem w stanie nic zrobić. – odpowiedziałam zakładając plecak.
  – Czy ty nie rozumiesz powagi tej sytuacji?! Ona jest szkolona na najlepszego mordercę istot nadnaturalnych, a ty idziesz sobie tak po prostu do szkoły?! Zrób coś! W końcu jesteś alfą. – wrzeszczał.
    – Myślisz, że mi to odpowiada?! –  nie wytrzymałam. – Myślisz, że chcę patrzeć jak moja siostra z zimną krwią morduje innych?! Zrobię wszystko, żeby tylko nie została bezlitosnym potworem, ale nie mogę jej do niczego zmusić. – powiedziawszy to wyszłam z pokoju i zeszłam na dół.
Tuż za mną powędrował niezadowolony przebiegiem rozmowy Leo. Z ponurą miną opuścił mój dom. Wiedziałam, że miał rację i powinnam działać, jednakże wiedziałam również, że jeśli nie dopuszczę do "nauki" Harriet, to tylko wszystko pogorszę.
   – Znowu impas. – usłyszałam za plecami Malię.
   – Ta. – zdenerwowana założyłam buty.
Gdy gotowe chciałyśmy wyjść, do środka wszedł tata.
  – Poczekam na ciebie na zewnątrz. – posłała mi jeden z jej ciepłych uśmiechów. – Dzień dobry panie Affleck. – skierowała się do mojego ojca.
   – Dzień dobry Malia. – odpowiedział pogodnie. – Hej słońce. Czemu masz taką smutną buźkę? – zwrócił się do mnie.
Spojrzałam na jego zmęczoną twarz i posmutniałam jeszcze bardziej. Nie byłam pewna czy powiedzieć mu to teraz, a tym bardziej jak powinnam zacząć. Stałam więc nieruchomo próbując wykrztusić z siebie choćby jedno słowo.
   – Wszystko w porządku? – zapytał zmartwiony.
   – Muszę ci o czymś powiedzieć. – westchnęłam.
   – Zgaduję, że nie spodoba mi się to.
Po streszczeniu ostatnich wydarzeń, twarz taty pobladła. Zerknął na schody starając się poukładać sobie wszystko w głowie. Jego przeszklone oczy powstrzymywały się od uronienia łez. Patrząc na niego, czułam jak bardzo go zawiodłam.
   – Tato?
   – W porządku. Ty pójdziesz do szkoły, a ja pojadę porozmawiać z Sylvią. – powiedział załamany.
   – Powinieneś teraz odpocząć. Ciężko pracowałeś całą noc.
Zagubiony zaczął rozglądać się panicznie po domu. Widziałam strach w jego oczach, który wprowadzał go w obłęd.
   – Tato! – krzyknęłam. – Połóż się spać. W takim stanie nic nie zdziałasz.
Kiwnął lekko głową. Odprowadziłam więc go powoli do sypialni. Siedziałam przy nim około dziesięć minut, po których zasnął. Obserwując go miałam łzy w oczach. Obawiałam się, że moja wiedza o myśliwych, to dopiero namiastka przerażającej prawdy. Natomiast strach mojego ojca świadczył o tym, że wiedział o nich niemalże wszystko. Nie byłam tylko pewna jak dużo zamierzał mi powiedzieć.
Gdy miałam już pewność, że jest pogrążony w głębokim śnie, wyszłam po cichu z domu i udałam się do auta, przy którym stała zniecierpliwiona Malia.
   – Jak to przyjął? – zapytała troskliwie.
   – Lepiej niż myślałam. – powiedziawszy to obydwie wsiadłyśmy do samochodu.
Następnie rzuciłam plecak na tylne siedzenie, zapięłam pasy, odpaliłam silnik i ruszyłam w stronę szkoły. Jadąc myślałam tylko i wyłącznie o tacie i Harriet. Przed oczami wciąż miałam widok jego pogubionego wzroku, przez który nie mogłam się na niczym innym skupić.
   – Nie powinnam zostawiać go samego. – wymamrotałam.
   – Twój tata jest dorosły, poradzi sobie. A ty nie możesz znowu zawalić szkoły.
   – Wiem. – westchnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz