- Harriet? - krzyknęłam, lecz nie usłyszałam żadnego odzewu.
W całym domu panowała niepokojąca cisza. Zmartwiona wyciągnęłam telefon z kieszeni i zadzwoniłam do siostry. Wtedy usłyszałam wibracje w pokoju rodziców. Zdziwiona pewnym krokiem ruszyłam przed siebie. Po otworzeniu drzwi ujrzałam Harriet siedzącą na łóżku z otwartym pudełkiem mamy przed nią. Widziałam jak wściekła zgniata kartkę papieru.
- Wiedziałaś o tym?
- Harriet, ja ...
- Zapytałam się czy wiedziałaś ! - przerwała mi.
Widząc iż jestem w sytuacji bez wyjścia, podeszłam do niej i zabrałam pudełko.
- Miałam zamiar powiedzieć ci tuż po twoich urodzinach.
- Dlaczego nie wcześniej? - zapytała pretensjonalnie.
- Chciałam cię chronić. Gdy to znalazłam w naszym życiu działo się zbyt wiele. Nie chciałam dokładać ci dodatkowych problemów.
Czułam narastający w niej gniew.
- Jak mogłaś to przede mną zataić?! Obiecałyśmy sobie, że nie będzie już więcej żadnych tajemnic, żadnych kłamstw, pamiętasz?!
- Tak...
- To nie była tylko twoja mama Cynthia! A te pudełko zostawiła dla mnie i nie miałaś żadnego prawa ukrywać go przede mną. Nie miałaś prawa odbierać mi mamy po raz drugi. - powiedziawszy to wybiegła z pokoju wyrywając mi pudełko z rąk.
Wiedziałam iż nadal winiła mnie za śmierć mamy, jednakże nie przypuszczałam, że aż w takim stopniu. Bałam się, że może zrobić coś głupiego pod wpływem emocji, jednakże mimo to nie pobiegłam za nią. Doskonale wiedziałam, że jestem ostatnią osobą, której by posłuchała.
Nie zwlekając ani chwili dłużej zadzwoniłam do Leo.
- Musisz natychmiast znaleźć Harriet i pogadać z nią. Tylko nie pozwól jej zrobić nic głupiego. - powiedziawszy to rozłączyłam się.
Wściekła na samą siebie wyszłam z sypialni rodziców i zaczęłam krążyć po salonie nie wiedząc co ze sobą zrobić. Martwiłam się o siostrę. Martwiłam się o to co zamierza zrobić. Jednakże najbardziej obawiałam się, że odepchnie mnie od siebie. Nie chciałam jej stracić. Jedyne co mogłam na razie robić to odpychać od niej wszelkie zagrożenie, którym również był Leo. Żywił się cierpieniem innych. Nie mogłam dopuścić, aby zrobił to Harriet, aby ją w ten sposób zniszczył. Musiał nauczyć się kontroli nad głodem.
Około godzinę później do domu wbiegł wściekły Leo i pchnął mnie na ścianę.
- Ukrywałaś przed nią, że jest myśliwym?! - wrzasnął ściskając mnie za gardło.
Zdenerwowana odrzuciłam go jednym kopnięciem, po czym przygniotłam do ziemi.
- Czy ty w ogóle masz pojęcie co oznacza bycie myśliwym?! Od teraz Harriet będzie decydować kto zginie a kto przeżyje. I sama będzie zabijać takich jak my! Wszystkie istoty nadnaturalne!
- Boisz się, że zabije ciebie?
- Boję się, że moja siostra zostanie bezlitosnym mordercą. A ty masz trzymać się od niej z dala. - powiedziawszy to puściłam go.
Dostrzegłam ogromne zdziwienie w jego oczach.
- Harriet nikogo nie zabije. Poza tym nie zostawię jej teraz samej. - powiedział stanowczo.
- Czy ty niczego nie rozumiesz? Leo, jesteś demonem! Żywisz się cierpieniem innych. Niszczysz ludzi dla zabawy i nie potrafisz kontrolować tej żądzy. Nie pozwolę, abyś przez swoją nieostrożność zabił moją siostrę.
- Nigdy w życiu bym tego nie zrobił! Nie jej!
Słyszałam desperację w jego głosie. Nie chciał zostawiać Harriet, jednakże wiedział, że jest to konieczne.
- Leo, bardzo dobrze znam głód, który odczuwasz i wiem, że prędzej czy później w końcu mu się poddasz. Zostaw na razie Harriet i poproś swoją mamę o pomoc. Nauczy cię jak nad tym panować.
- Ty możesz to zrobić. Przecież zabiłaś swojego demona. - nie ustępował.
- Nie zabiłam go tylko ujarzmiłam. Nauczyłam się kontrolować go na tyle, aby nie mógł zawładnąć nade mną. Natomiast nie panuję nad jego głodem. Tylko twoja mama może ci pomóc.
Spojrzał na mnie zawiedziony, po czym wyszedł. Po tej rozmowie wiedziałam, że Harriet będzie na mnie jeszcze bardziej wściekła.
Ostatecznie zdenerwowana wydarzeniami całego dnia poszłam do łazienki, aby wziąć długi prysznic i odprężyć się. Gorąca woda spływająca po mym ciele było błogim ukojeniem zmywającym ze mnie cały stres. Napawałam się chwilowym spokojem dopóki mogłam. Myjąc się nie myślałam o niczym innym niż tylko o przyjemnym cieple otulającym całe moje zmęczone ciało.
Gdy wyszłam spod prysznica i ubrałam się tuż po osuszeniu, usłyszałam głośne trzaśnięcie drzwiami. Byłam pewna, że to wróciła wściekła Harriet. Zdecydowanym krokiem ruszyłam więc na dół. Tak jak się tego spodziewałam, ujrzałam tam moją siostrę z zaciśniętymi pięściami i całą zalaną łzami.
- Coś ty mu powiedziała?!
- Uspokój się. Usiądźmy i porozmawiajmy.
- Odbierasz mi wszystkich, których kocham, ale koniec już z tym. Od teraz jestem myśliwym, i jeśli ty lub ktoś z twojego stada wejdzie mi w drogę, to zabiję bez zastanowienia. - powiedziawszy to weszła po schodach na górę.
Zszokowana tymi słowami zamilkłam. Wiedziałam, że były one wypowiedziane pod wpływem emocji, jednakże wiedziałam również do czego mogą one doprowadzić. Kierowana nimi Harriet była w stanie zrobić wszystko.
Około piętnaście minut później zbiegła z wypchaną torbą w ręce.
- Co ty robisz? - zapytałam zdziwiona.
- Wyprowadzam się. Nie mam zamiaru więcej znosić twojej obecności w moim życiu.
- Nie możesz tego zrobić. - złapałam ją za rękę.
Szybko wyrwała się z mojego uścisku, po czym uderzyła mnie pięścią w twarz i wybiegła z domu.
Otumaniona stałam ślepo wpatrzona w drzwi. Nie mogłam uwierzyć w to co się właśnie wydarzyło. Nie sądziłam, że moja młodsza siostra będzie w stanie zrobić coś takiego. Chciałam za nią wybiec i zatrzymać ją, lecz moje ciało odmawiało mi posłuszeństwa. Nie potrafiłam wykonać jakiegokolwiek ruchu. Ledwo łapałam oddech. Próbowałam zrozumieć całą sytuację, lecz mętlik w mej głowie uniemożliwiał mi rozsądne myślenie. Zaczęłam więc zastanawiać się dokąd Harriet ma zamiar uciec. Tym razem nie mogła zatrzymać się u Leo. Pozostawała jedynie jej przyjaciółka Meg.
Z rozmyśleń wyrwał mnie dzwoniący telefon. Rozproszona nie patrząc kto to, odebrałam.
- Hej Cynthia. Chciałabyś przyjść do mnie na noc? Urządziłybyśmy sobie babski wieczór. - powiedziała łagodnym głosem Malia.
- To nie jest najlepszy moment. - powiedziałam oschle.
- Zaraz u ciebie będę. - powiedziawszy to rozłączyła się.
Zdenerwowana schowałam telefon do kieszeni i usiadłam w salonie na kanapie.
***
Trzydzieści minut później do domu weszła Malia.
- Co się stało?
- Harriet została myśliwym. Dowiedziała się o wszystkim i z mojego powodu Leo z nią zerwał. Spakowała swoje rzeczy i wyszła. - odpowiedziałam ponuro.
- Wróci. Jestem tego pewna. - uśmiechnęła się do mnie. - Co na to twój tata?
- O niczym jeszcze nie wie. Ma dzisiaj nocną zmianę i wróci dopiero rano.
Nagle zaczęłam się zastanawiać w jaki sposób mu to powiem. Nie chciałam go dobijać takimi informacjami. Szczególnie teraz, gdy cały czas pracował i wracał skonany do domu.
- Mogę z tobą zostać i pomyśleć co zrobić z Harriet.
- Dam sobie radę.
- Wiem, ale nie chcę, żebyś borykała się z tym sama. - powiedziawszy to usiadła obok mnie.
Uśmiechnęłam się do niej w podzięce. Malia była dla mnie jak druga siostra, która zawsze wiedziała co robić lub jak się zachować. Przy podejmowaniu wszelkich decyzji była pewna siebie. Zazdrościłam jej tego. Ja kierowałam się intuicją, która nie zawsze podpowiadała mi dobrze.
- Masz może jakiś pomysł gdzie Harriet mogłaby przenocować?
- Pewnie poszła do swojej najlepszej przyjaciółki Meg.
- Zatem niech tam zostanie parę dni.
Spojrzałam na nią wzburzona.
- Harriet musi ochłonąć. I jestem pewna, że póki co nie wróci do domu. Obydwie musicie przemyśleć tą sytuację. Tak będzie najlepiej. Tylko daj jej czas, Cynthia. A teraz idź odpocznij.
Słuchając Malii, wiedziałam, że ma rację. Jednakże mimo to nie chciałam zostawiać mojej siostry samej.
- Możesz spać ze mną lub w pokoju Maddie.
- Prześpię się u Maddie.
- W takim razie idź umyj się na górę, a ja zaraz przyniosę ci ubrania do spania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz