czwartek, 18 lutego 2016

5.Powrót do rzeczywistości.

Następnego ranka otworzywszy oczy, ujrzałam promienie światła przedzierające się przez okno do pokoju. Z uśmiechem na twarzy powoli obróciłam się na prawy bok. Spojrzałam radosna przed siebie na wciąż śpiącego Dylana. Delikatnie musnęłam dłonią jego ciepły policzek. Niecodzienny widok spokojnego snu ukochanego wywołał u mnie łzy wzruszenia. Przepełniało mnie szczęście, którego od dawna nie odczuwałam. 
   – Widzę, że poranny ptaszek z ciebie. – wyszeptał ochrypłym głosem.
   – Wybacz. Nie miałam zamiaru cię budzić. Przynajmniej przez następne kilka minut.  – zaśmiałam się. 
Łagodnie otworzył swe zamglone oczy, po czym je przetarł. 
   – Jak się czujesz? – zapytał troskliwie.
Patrzyłam na niego starając się poskładać w głowie jakieś sensowne zdanie. Byłam wypełniona wszelkimi emocjami, a setki moich myśli chciało wypłynąć na wierzch. 
   – Lepiej niż przypuszczałam. – odpowiedziałam po krótkiej chwili. 
  – To dobrze. – posłał mi jeden ze swoich czułych uśmiechów. – Pewnie jesteś strasznie głodna. Pójdę nam zrobić jakieś pyszne śniadanie. – powiedziawszy to, złożył namiętny pocałunek na mych ustach, po czym wstał i założył czystą bieliznę. 
Ujrzawszy jego plecy oniemiałam. Były całe wypełnione siniakami i zadrapaniami. Dostrzegłam nawet kilka ran, z których nadal delikatnie sączyła się krew. Do oczu natychmiast napłynęły mi łzy. Nie chciałam wierzyć, że tak bardzo skrzywdziłam własnego chłopaka. Człowieka, za którego byłam gotowa oddać życie. 
   – Aż tak źle wyglądają? – spojrzał na mnie śmiejąc się. 
Próbowałam wypowiedzieć "przepraszam", lecz żaden dźwięk nie chciał się wydostać z mego gardła. 
   – Cynth, nie przejmuj się tym aż tak. – nachylił się do mnie i otarł me policzki z łez. – Są to jedyne rany, z których jestem szczerze dumny. Dzięki nim wiem, że byłaś ze mną szczęśliwa tej nocy. A to liczy się dla mnie najbardziej. Słodki uśmiech na twej pięknej buźce. A teraz już się nie smuć. Ubierz się i zejdź na wyborne śniadanie mistrza kuchni. – zażartował. 
Pomimo iż wiedziałam, że cierpiał, nie potrafiłam powstrzymać uśmiechu. Złapałam więc jego dłoń i odebrałam wszelki ból jaki tkwił w jego ciele. 
   – Siniaki i blizny niestety zostaną. 
  – Tym lepiej dla mnie. Teraz będę mógł opowiadać historię, które uczynią mnie jeszcze bardziej męskim. 
Parskając śmiechem, przewróciłam oczami. 
   – Będę czekał na ciebie na dole. – powiedziawszy to założył koszulkę i wyszedł z pokoju.
Leżąc okryta na łóżku kołdrą, jeszcze raz wspomniałam ubiegłą noc. Cieszyłam się, że mam już to za sobą. Swój pierwszy raz. Wiedziałam, że to tylko umocni związek mój i Dylana.
Po kilku minutach poszłam do łazienki się odświeżyć i ubrać. Wykonanie wszystkich czynności zajęło mi niespełna trzydzieści minut. Po tym czasie zeszłam do kuchni, skąd ulatniał się przyjemnie kuszący zapach naleśników i kakaa. Na stole leżały już talerze wraz ze sztućcami i szklankami. Nie zwlekając ani chwili dłużej, usiadłam na krześle i z radością oczekiwałam na jedzenie.
Po krótkiej chwili Dylan nałożył mi na talerz dwa naleśniki, a do szklanki nalał soku pomarańczowego.  Głodna nie mówiąc nic więcej zaczęłam szybko spożywać gorące śniadanie.

***
Skończywszy cały swój posiłek, najedzona odetchnęłam z ulgą. 
   – Wiedziałem, że jesteś głodna, ale nie sądziłem, że aż tak bardzo.
   – Ta, ja również. – powiedziałam zawstydzona. 
Mimo pozytywnie rozpoczętego dnia, wiedziałam, że w końcu będę musiała wrócić do domu i zmierzyć się z brutalną rzeczywistością. 
   – Zamierzasz chociaż porozmawiać z Harriet? 
   – Nie wiem. 
  – Nawet jeśli cię zraniła, to wciąż twoja siostra. A teraz potrzebuje cię bardziej niż kogokolwiek innego.
  – Nie mam zamiaru jej wspierać w tym co robi, jeśli to masz na myśli. Nie będę także tego akceptowała.
Westchnął nic więcej nie mówiąc.
   – Chyba powinnam już wracać do domu. – wycedziłam zasmucona.
   – Okej, odwiozę cię.
Szybkim krokiem odeszłam od stołu i powędrowałam do samochodu. Chwilę później dołączył do mnie Dylan. Obydwoje wsiedliśmy do środka i w idealnej ciszy ruszyliśmy.

***
   – Powodzenia. – powiedziawszy to pocałował mnie na pożegnanie.
Posłałam mu ostatni uśmiech i wysiadłam. Powolnym krokiem zmierzałam w stronę drzwi frontowych. Stanęłam przed nimi i usłyszałam jak Dylan właśnie odjechał. Wzięłam głęboki oddech i wyciągnęłam przed siebie rękę. Nie mogłam się zmusić do przekręcenia metalowej klamki. Cofnęłam więc ją z powrotem i spuściłam głowę na dół. W tym momencie drzwi się otworzyły. Szybko spojrzałam do środka i ujrzałam stojącą w progu Harriet z czarną sportową torbą przewieszoną na ramieniu. 
  – Wróciłaś. Super. – powiedziała sarkastycznie, po czym wymijając mnie poszła do mojego samochodu.
Po chwili jej miejsce zajął tata. 
   – Cieszę się, że już wróciłaś kochanie. – przytulił mnie zadowolony. 
   – Ta, ja również. – bąknęłam pod nosem. 
   – Nie spodoba ci się to co zaraz powiem. – westchnął zmartwiony. 
Spojrzałam na niego podejrzliwie. Byłam pewna, że miało to związek z moją siostrą. 
   – Chcę, żebyś pojechała razem z Harriet na trening i pilnowała jej. 
Zaskoczona, zastygłam w miejscu. Byłam oszołomiona prośbą ojca. Doskonale wiedział, że jestem temu przeciwna. 
   – Nie puszczę jej tam samej. – wręczył mi do ręki kluczyki. 
  – Nie ma mowy. Nie będę spokojnie obserwowała jak twoja ukochana córeczka robi z siebie mordercę i to w dodatku za twoją zgodą. – odpowiedziałam wściekła.
  – Cynthia, nie miałem innego wyboru. Musiałem się na to zgodzić, inaczej już nigdy nie odzyskalibyśmy Harriet. – spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem. 
Prychnęłam zirytowana i odeszłam do auta. Obydwie wsiadłyśmy do środka, a na twarzy mojej siostry pojawił się szeroki uśmiech satysfakcji i podniecenia. Jej oczy błyszczały z zachwytu niczym dwa diamenty. Tymczasem ja starałam się zapanować nad rozchwianymi emocjami. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz